Czytasz posty znalezione dla hasła: sentencje wielkich matematyków

Witamy kandydatów

więc tak. Na pierwszym roku zajęć jest mało a na drugim semestrze nawet bardzo mało co nieznaczy, że nauki jest mało. Mimo to jak ktoś ma wielką ochotę to może pociągnąć ze studiami pace i nie powinien mieć z tym kłopotów. Matematyki ani języka obcego nie ma - uspokajam specjalizację wybiera się na medycynie podaj po 6 roku ale nie jestem pewny u nas masz tak, że po skończeniu studiów piszesz sobie egzamin na aplikację (sądową/prokuratorską/radcowską/adwokacką/notarialną) i jeśli go zdasz masz szansę zostać aplikantem. Ukoronowaniem aplikacji jest egzamin zawodowy następuje on po 3 i pół roku (radcowska/adwokacka), 3 latach (prokuratorska), dwóch i pół roku (notarialna) i dwóch latach (sędziowska). Także odbycie tej "specjalizacji" nie gwarantuje jeszcze pracy w wymarzonym zawodzie, jest to dość gęste sito ogólnie, ale spokojnie wszystkiego dowiesz się na długo zanim będziesz musiała się zdecydować ;P

a i na prawie bankowym matematyki nie ma w ogóle niemal, troszkę więcej jest jej na prawie podatkowym (IV rok) ale ogranicza się to wyłącznie do prostych rachunków na kilku wzorach i określanie tego mianem matematyki jest semantycznym nadurzyciem. podobnym nadurzyciem jest nazywanie przedmiotu, na którym wstukują Ci do głowy kilkadziesąt sentencji idefinicji łacińskich dostojną nazwą "Język łaciński"

 » 

Reklama dźwignią handlu

W zwiazku z jeszcze jedną zapałczaną reklamą



przypomniało mi się, jak to mój kolega narysował kiedyś taki oto rysunek:
Ekran telewizyjny. Nazwa programu telewizyjnego - "Radzimy rolnikom". Wykładowca pokazuje wkaźnikiem na tablice, na której wielkimi literami widnieje napis: (nie umiem tu, na forum, podac wzoru z literkami greckimi, wiec napisze słownie) laplasjan fi = zero.

Inny znowu kolega, kiedy był w górach, na ścianie kibla znalazł taką oto filozoficzna sentencję: jestes tu, gdzie (znów przeliteruję) moduł fi do kwadratu.

Powyzsze dwa przykładyy będa zdozumiałe może tylko dla mających stycznośc z fizyką, ale chętnie podam też coś ciekawego dla matematyków.
Otóz dzieci bawią się w funkcje. Przychodzi nauczycielka i nie może ich uspokoić. Wreszcie wpada na pomysł. "Cicho, bo was zrózniczkuję." Dzieci zamilkły, oprócz Jasia. "A co jest z toba, Jasiu?" "He, bo ja jestem e do x."
Fajne, co nie?

jeszcze o ateistach

| jednakze dobrze powiedzial pascal, ze i tak warto wierzyc bo jesli boga nie
| ma to nic nam nie szkodzi:))

rozumiem ze to zes ironicznie walnal


Zbihniew, co Ty tutaj robisz !? :)))

Ale rzeczywiście: co miał na myśli Pascal mówiąc "wierzyć w Boga" ?
Trudno to ocenić. Można to różnie interpretować. Nie znam zbyt
dokładnie Pascala (nie osobiście:), więc trudno powiedzieć, czy
to była z jego strony jedynie gierka słowno-logiczna, czy może
w ten humorystyczny sposób chciał przekazać coś mniej więcej
w stylu naszych romantyków "są rzeczy na niebie i na ziemi ...".
Bo wydaje mi się, że umysł tak wielki jak umysł Pascala nie mógł
myśleć o wierze w sposób taki małostkowy (czyli: jak oszukać
Boga, żeby myślał, że się w niego wierzyło). Tym stwierdzeniem
mógł za to wyśmiać ludzi powierzchownych, przywiązanych do
dewocyjnych form, którzy tak właśnie wiarę traktowali: niezbyt
głeboko, na tyle, by zaspokoić spokój swój i najbliższego
otoczenia.

W tym wszystkim jednak padają słowa "warto wierzyć". Pomijając
śmieszne uzasadnienie i cały logiczny wywód, jest to sentencja
pozytywna, kryjąca wg. mnie w sobie drugie dno: warto dopuszczać

postrzeganie tego życia i świata jest bardzo ograniczone. Że tak
naprawdę po prostu NIE WIEMY i nie dowiemy się, dopóki
będziemy kurczowo trzymać się tego, co już wiemy. To stwierdzenie
pascala jest więc swoistą furtką. Ten wielki uczony wiedział, jak
bardzo ograniczone jest to czym się zajmuje: teorie matematyczne
i prawa fizyczne. I widział, jak nijak mają sięone do spraw
egzystencjalnych. Do problemów przeciętnego człowieka.
Innymi słowy:
"Jestem wielkim uczonym, poukładałem świat we wzory
i logiczne pawa.
Dzięki temu mam jeszcze więcej pytań.
Jeśli chcecie, bym wam podał wzór na Boga, to jedyne
co mi przychodzi do głowy, to wzór na dobry żart.
Bowiem tylko żart może dotrzeć w te rejony przestrzeni
życia, których nawet nie próbuję opisać logicznymi
wzorami."

erotyk



A zatem : weź te swoje cyferki odejmij od stu procent.
(ciach)
czy Twoja uwaga na tym forum nie była prostacka i na dodatek
chybiona.


ooo...ostra amunicja ...w postaci slow...
ale pomimo, ze bronic sie powinnam - nie bede:

1) nie bede tlumaczyc, ze jakkolwiek bysmy sie nie buntowali MY
egocentryczni indywidualisci nienawidzacy wszelakich schematow i foremek, w
ktore nas sie pakuje - statystyka, reguly, uogolnienia sa obecne w naszym
zyciu, co wiecej sa naturalne...staja sie podstawa nauki...etc...

2) nie bede toczyc sporow dotyczacych prawd oczywistych i bledow
statystycznych (moglabym tu przytoczyc kilka bardzo trafnych zartow
oddajacych sposob patrzenia na Nas przez pryzmat statystyki) bo wiem jak
bardzo sa one bezcelowe i nie jest moim celem bronic wiedzy matematycznej

3) nie bede rozpisywac jak zwykle w swojej codziennej pracy dziennikarskiej
ogarnieta wielkimi watpliwosciami przytaczam statystyki i dokonuje uogolnien
4)  i nie bede probowac oddac jak bardzo sie ciesze dostajac potem listy od
czytelnikow zaprzeczajacych tym oogolnieniom....piszacych ze sa
wyjatkami:)))...pytanie tylko czy w koncu XX wieku wyjatki wciaz
potwierdzaja regule...

nie bede tego wszystkiego tlumaczyc poniewaz jak wspaniale zauwazyl
Assasello ktoremu tu dziekuje:))))))) byl to TYLKO ZART, takie zartobliwe
skojarzenie w odpowiedzi na... poczucie
humoru marco oddane w jego wariacji erotykowej

..tobie...Olgierdzie zart umknal...a calosc wydala sie prostacka....niestety
na odmienne poczucie humoru..nic nie poradze...

i do konca zachowujac ton zartobliwy opowiem jak to slawetny Bogus Linda
bozyszcze skadinad statystycznie rzecz biorac prawie wszystkich mlodych
panienek na wywiadzie z moim przyjacielem z redakcji zapytany o tzw stosunki
mesko-damskie odpowiedzial zlota mysla, ktora to sentencje wyrylismy sobie
zgodnie na
scianie:

" ..to jest tak...albo cos trybi albo nie trybi"

mysle ze ta "zlota mysl Lindy" mozna z powodzeniem uzyc tez w odniesieniu do
tego zartu...
po prostu nie zatrybilo..

pozdrawiam

lola

p.s. a moze powinnam zarty podkreslac wezykiem?
:))))

 » 

Lekcje strzelania w szkolach


    Dopiero teraz to znalazłem. Coś niesamowitego! :oO

Ok, lepszy przyklad. Finlandia, ostatni rok, dwie masakry,
cztery miliony obywateli.


    I co z tego wynika? I z czym owe masakry zestawiasz? Połącz swoje tezy
z liczbą wypadków samochodowych i zobaczymy, dokąd takie absurdalne tezy
Cię doprowadzą. Poza tym dwa wydarzenia z bronią, które dotarły do Twoich
uszu, to jest jest promil posiadaczy broni w Finlandii. Wyciąganie na tej
podstawie jakichkolwiek wniosków dosyć jasno dowodzi, że nie masz pojęcia o
całym zagadnieniu. Ot, onetowy histeryk.

Polska, ostatnie 50 lat, 40 milionow, ile masakr?


    Całkiem sporo, o większości do uszu histeryka niewiele dotarło. A teraz
porównaj sobie maskary w Wielkiej Brytanii, w której panuje niemal
całkowity zakaz posiadania broni prywatnej. I co Ci z tego zestawienia
wyszło? Mogę się już przestać śmiać?

Z prostej matematyki wynikaloby, ze ponad tysiac


    Nie wiem, kto Cię uczył matematyki, ale na podstawie tej wypowiedzi
dochodzę do wniosku, że niewiele się tam dowiedziałeś. Poszukiwań korelacji
między liczbą mieszkańców, a maskarami z broni palnej, tego nawet
najgłupszy statystyk by się nie podjął. Właśnie, nawet najgłupszy. W myśl
sentencji Leca, ktoś tutaj puka w dno... od dołu.

O tym niewygodnym fakcie


    Co tutaj jest takiego niewygodnego? A, uroiłeś sobie coś takiego,
zestawiając elementy, których nikt zdrowy na umyśle nie zestawiłby? Aha. No

 _dlaczego_ i skad zostala ukradziona ta bron (ktorej nie daloby sie
ukrasc gdyby nie lezala w kiepsko zabezpieczonym miejscu)


    ROTFL
    Jakie to miejsca są na tyle zabezpieczone, że czegoś się z nich nie da
ukraść!? Absurd pogania absurd - nie wiem jaką niewielki poziom IQ trzeba
mieć, żeby wymyślić sobie tezę, że jeżeli coś zostało ukradzione, to tylko
dlatego, że było "kiepsko zabezpiecznone".

to tez juz nie wspomnisz, prawda? :-


    Dziecko. Idź do piaskownicy. Weź łopatkę. I formę do babek. To może
jakoś Ci wyjdzie. I już więcej nigdy niczego tutaj nie pisz. Bo zęby od
tego bolą.

    REMOV

erotyk



| A zatem : weź te swoje cyferki odejmij od stu procent.
(ciach)
| czy Twoja uwaga na tym forum nie była prostacka i na dodatek
| chybiona.
ooo...ostra amunicja ...w postaci slow...
ale pomimo, ze bronic sie powinnam - nie bede:


Czuję, że powinienem przeprosić (za kaliber).
To bedzie fraktalny kwiatek, niebawem wykluje
sie z pancerzyka konceptualizmu. Oczywiście nie tu.

1) nie bede tlumaczyc, ze jakkolwiek bysmy sie nie buntowali MY
egocentryczni indywidualisci nienawidzacy wszelakich schematow i foremek, w
ktore nas sie pakuje - statystyka, reguly, uogolnienia sa obecne w naszym
zyciu, co wiecej sa naturalne...staja sie podstawa nauki...etc...


Jak tak dalej pójdzie, cały ten świat będzie jednym wielkim etc.

A teraz tytułem wytłumaczenia : jak zapewne wiesz - z tych samych
źródeł, zresztą :-) , emocjonalność u mężczyzn jest rzadkością,
a zatem nie pozostaje nam nic innego, jak tylko uznać wybryk
mojej nadpalonej emocjonalności za skierowanie do Rezerwatu
Męskich Utraceń Kontroli Intelektualnej Na Rzecz Stłamszonej Emocjonalności.
Mógłbym tak się wykręcać do przekręcenia gwintu, tylko co to da, nic,
nic, nic, nie tak się zmienia pamięć o wystrzeleniu niepotrzebnych torped.

2) nie bede toczyc sporow dotyczacych prawd oczywistych i bledow
statystycznych (moglabym tu przytoczyc kilka bardzo trafnych zartow
oddajacych sposob patrzenia na Nas przez pryzmat statystyki) bo wiem jak
bardzo sa one bezcelowe i nie jest moim celem bronic wiedzy matematycznej


I oto znaleźliśmy się w koleinach transakcji równoległej,
inaczej mówiąc, tak właśnie wpada się w tereferekuku.
Z choinek zamiast igieł spadają uzbrojone ideami argumenty,
stajemy się mądrzy i odwróceni plecami, a wszystko to niepotrzebnie,
i przeze mnie, poniekąd. Nic, tylko unieważnić.

3) nie bede rozpisywac jak zwykle w swojej codziennej pracy dziennikarskiej
ogarnieta wielkimi watpliwosciami przytaczam statystyki i dokonuje uogolnien


Ogarnięta jednym tylko niewinnym obrażeniem.

4)  i nie bede probowac oddac jak bardzo sie ciesze dostajac potem listy od
czytelnikow zaprzeczajacych tym oogolnieniom....piszacych ze sa
wyjatkami:)))...pytanie tylko czy w koncu XX wieku wyjatki wciaz
potwierdzaja regule...


I tu mam szansę odkryć rąbka swojej motywacji.
Wyjątki nie mają łatwo, konieczna jest agresja,
odbijanie się wiosłem od pomostu, by halsować pod wiatr,
pomyłki, przypadkowe utarczki międzywyjątkowe
i wielki, wielki kompleks bycia wyjątkiem (do księżyca,
przeciw tłu), podszytym zwykłością wyssaną z siły rzeczy.

nie bede tego wszystkiego tlumaczyc poniewaz jak wspaniale zauwazyl
Assasello ktoremu tu dziekuje:))))))) byl to TYLKO ZART, takie zartobliwe
skojarzenie w odpowiedzi na... poczucie
humoru marco oddane w jego wariacji erotykowej


I nie przupuszczj, ze o tym nie wiedzialem.
Jak juz pisałem w odpowiedzi na list Graal,
żart -pretekst -deprecjacja -potyczka -niesmak -unieważnienie wsteczne.

..tobie...Olgierdzie zart umknal...a calosc wydala sie prostacka....niestety
na odmienne poczucie humoru..nic nie poradze...


Moze po prostu tak : kto nie jest szczesliwy, ten jest gdzie indziej.
Twoj zart byl rownie dostatecznie oczywisty, co zbytnio oczywisty,
ale o to mniejsza. Patrzac na to skądinąd, czyli z boku, mamy pretekst
i mamy dyskusję, tyle, że z jednej strony bzwrrrrgzzz, a z drugiej - hmm,hmmm,
z poezją wspolnego nic, ale za to splątaniem niedoskonałości grające
niejeden świat bez charakteryzacji.

i do konca zachowujac ton zartobliwy opowiem jak to slawetny Bogus Linda
bozyszcze skadinad statystycznie rzecz biorac prawie wszystkich mlodych
panienek na wywiadzie z moim przyjacielem z redakcji zapytany o tzw stosunki
mesko-damskie odpowiedzial zlota mysla, ktora to sentencje wyrylismy sobie
zgodnie na
scianie:
" ..to jest tak...albo cos trybi albo nie trybi"


I tu wracamy do wejscia.
Dla mnie to ani trochę śmieszne nie jest, w odróżnieniu
od lindowego "tu-du-du-du" z filmu "Sara" .

mysle ze ta "zlota mysl Lindy" mozna z powodzeniem uzyc tez w odniesieniu do
tego zartu...
po prostu nie zatrybilo..


Albo wręcz przetrybiło.

To do zakwiatkowania.

p.s. a moze powinnam zarty podkreslac wezykiem?
:))))


Podkreślaj raczej to, czego nie wolno przerabiać
na preteksty :-)

O.C.

-------------------------------------------------
wśród blasku laserów i szumu wentylatorów
-------------------------------------------------

Lekcje strzelania w szkolach


| Ok, lepszy przyklad. Finlandia, ostatni rok, dwie masakry,
| cztery miliony obywateli.
   I co z tego wynika? I z czym owe masakry zestawiasz? Połącz swoje tezy z
liczbą wypadków samochodowych i zobaczymy, dokąd takie absurdalne tezy Cię
doprowadzą. Poza tym dwa wydarzenia z bronią, które dotarły do Twoich uszu,
to jest jest promil posiadaczy broni w Finlandii. Wyciąganie na tej
podstawie jakichkolwiek wniosków dosyć jasno dowodzi, że nie masz pojęcia o
całym zagadnieniu. Ot, onetowy histeryk.


To ty wyciagnales statystyke jako podparcie twoich niepowaznych tez
o samochodach i sarinie. Co wynika? Nic, zupelnie nic. 50 trupow
w jedna strone, 50 w druga, kogo to obchodzi. Luda u nas mnoga.

| Polska, ostatnie 50 lat, 40 milionow, ile masakr?
   Całkiem sporo, o większości do uszu histeryka niewiele dotarło. A teraz
porównaj sobie maskary w Wielkiej Brytanii, w której panuje niemal
całkowity zakaz posiadania broni prywatnej. I co Ci z tego zestawienia
wyszło? Mogę się już przestać śmiać?


Wyszlo, ze jak nie ma czym dokonywac maskr, to ich nie ma?

| Z prostej matematyki wynikaloby, ze ponad tysiac
   Nie wiem, kto Cię uczył matematyki, ale na podstawie tej wypowiedzi
dochodzę do wniosku, że niewiele się tam dowiedziałeś. Poszukiwań korelacji
między liczbą mieszkańców, a maskarami z broni palnej, tego nawet
najgłupszy statystyk by się nie podjął. Właśnie, nawet najgłupszy. W myśl
sentencji Leca, ktoś tutaj puka w dno... od dołu.


Pewnie, mistrzu kierownicy. To ile bylo tych masakr w bolandzie
w ostatnim polwieczu? Ani jednej? Ojejejej, jak to mozliwe, w
Finlandii jest taka wspaniala kultura broni, tyle broni dostepnej
do samoobrony, no po prostu nie do wiary. Musowo, wina Tuska,
ze nasz kraj smie zaklinac rzeczywistosc i byc bezpieczniejszy
od znacznie bogatszej i bardziej cywilizowanej skandynawii! :-|

   Co tutaj jest takiego niewygodnego? A, uroiłeś sobie coś takiego,
zestawiając elementy, których nikt zdrowy na umyśle nie zestawiłby? Aha. No


Fakt, twoje urojenia o autoach byly przecudowne :-

|  _dlaczego_ i skad zostala ukradziona ta bron (ktorej nie daloby sie
| ukrasc gdyby nie lezala w kiepsko zabezpieczonym miejscu)
   ROTFL
   Jakie to miejsca są na tyle zabezpieczone, że czegoś się z nich nie da
ukraść!? Absurd pogania absurd - nie wiem jaką niewielki poziom IQ trzeba
mieć, żeby wymyślić sobie tezę, że jeżeli coś zostało ukradzione, to tylko
dlatego, że było "kiepsko zabezpiecznone".


Mieszkania, w ktorych tej broni po prostu nie ma? Tak jak, uwazaj,
w pewnym kraju miedzyy Ukraina a Niemcami. W ktorym masakr jakby
brak, mimo twojego zaklinania rzeczywistosci.

A co do twojego IQ - to nie wiem, jakie niskie ono musi byc, by
nie dostrzec ironii gryzacej cie w zadek. Tak, masz calkowita racje,
ze nie istnieje dla prywatnej osoby miejsce calkowicie pewne. Tyle,
ze, uwazaj: to byla kubek w kubek moja teza.

Moze jeszcze sobie wymyslisz, ze sklady mateerialow wybuchowych tez
nie powinny byc pilnowane, bo kazdy musi miec swobode wyboru, a
uczciwi tego na pewno nie ukradna, wiec po co zabezpieczac.

   Dziecko. Idź do piaskownicy. Weź łopatkę. I formę do babek. To może
jakoś Ci wyjdzie. I już więcej nigdy niczego tutaj nie pisz. Bo zęby od
tego bolą.


Chlopcze, idz wypij ten kubek sarinu, wzglednie palnij sie tym
kijem kalibru 7 mm w czolko, moze ci to cos pomoze. Bo poki co
kiepsko przemyslany absurd absurdem pogania, argumentow brak,
ma byc po waszmosciowemu - bo tak, a bron palna razem z sarinem
to najbezpieczniejsze i najbardziej potrzebne do zycia gadzety
wspolczesnego swiata.

Cos jeszcze? A, tak, jeszcze to kretynskie przekonanie ze kazdy
z bronia w kieszeni zmienia sie w Rambo mogacego obronic sie
przez kazdym zagrozeniem, ze jego spluwa absolutnie nigdy nie
zasili czarnego rynku, na ktorym bron chyba zjawia sie przynoszona
przez bociany a o 10 zl warto zabic drugiego czlowieka. Cos pominalem?

I.

Filmy

APOCALYPTO (2006)
Reżyseria: Mel Gibson
Obsada: Rudy Youngblood, Jonathan Brewer, Dalia Hernandez
Muzyka: James Horner
Gatunek: Dramat, Przygodowy
Kolejne po "Pasji" równie wielkie, co tajemnicze przedsięwzięcie Mela Gibsona. Owiana legendami zagadkowa cywilizacja Majów na wielkim ekranie. Opowiedziana w konwencji przygody historia o ludzkich namiętnościach, dramatach i walce na śmierć i życie w sercu nieprzeniknionej jeszcze przez hiszpańskich konkwistadorów dżungli. Film zrealizowany z wielkim rozmachem, z dramaturgicznym zacięciem i autentyzmem. Bohaterowie mówią w zapomnianym dialekcie Majów, a aktorzy zatrudnieni przy realizacji filmu to rdzenna ludność Meksyku. (filmweb)
Obejrzałem i ja ten film i zaczynam rozumieć dlaczego Mel Gibson jest uważany za jednego z najlepszych/najciekawszych reżyserów ostatnimi czasy. Otóż nie dlatego, że jest rzeczywiście najlepszy, czy kręci najlepsze filmy. Co to to nie.
Po prostu Gibson jak nikt inny potrafić sprzedać ludziom tandetę.
Najlepszym przykładem jest ten właśnie film - kampania marketingowa szła pełną parą, mgiełka tajemnicy otaczała ten film - miało być poruszające dzieło, przedstawienie zagadkowej cywilizacji Majów, analiza rozkładu tej cywilizacji (o czym dumnie głosi sentencja na samym wstępie filmu) - a wyszło wielkie nic.
Zacznę od tego, że fabuła jest prosta jak 5-centymetrowa linijka. Dlaczego 5-centymetrowa? Ano dlatego, że jest tak krótka i banalnie prosta. Bez najmniejszego problemu można ją streścić w 2 zdaniach, czego jednak nie chcę robić, bo opowiem cały film.
Druga sprawa - "przedstawienie zagadkowej cywilizacji Majów". Gdyby nie ten opis dystrybutora, to w życiu nie wpadł bym na to, że to właśnie ta cywilizacja. Wyjaśnienia nie ma żadnego, a skąd laik ma wiedzieć, czy to Majowie, Aztekowie, Olmekowie czy Toltekowie. Także czas akcji wyjaśnia się dopiero w ostatniej scenie.
Bardziej istotne jest to JAK Gibson tę cywilizację przedstawił. Banda krwiożerczych dzikusów - to chyba najbardziej trafne określenie. I nic więcej. A gdzie przedstawienie cywilizacji? A gdzie wspaniała kultura jaką wszystkie te cywilizacje wytworzyły? Astronomia? Matematyka? Rzeźba? Malarstwo? Jedna z najwspanialszych cywilizacji w dziejach człowieka została przedstawiona jak pół zdziczałe plemię krwiożerczych dzikusów.
Analizy rozkładu cywilizacji nie ma żadnej - to już totalna bzdura najwyraźniej wymyślona przez dystrybutora.
Jeśli ktoś się spodziewa czegoś ciekawego, niech porzuci wszelką nadzieję. To najzwyczajniejsza w świecie Hoolywoodzka superprodukcja z większością cech dla takiej charakterystycznych. Zwłaszcza wątek przygodowy - czasem zastanawiam się, czy to nie powinna być kolejna część Rambo. Symptomy tego są aż nadto widoczne
Ciekawie było jedynie przez pierwsze pół godziny, gdzie miałem wrażenie, że oglądam jakiś program na National Geographic. Było to całkiem ciekawe i dobrze rokowało na dalszą część filmu, ale na tym koniec pozytywów jeśli chodzi o samą warstwę fabularną filmu.
Na pewno plus za użycie oryginalnego języka Majów, za naturalnych aktorów (a nie przebierańców z Hollywoodu) no i za całkiem duży realizm, ale tylko w pierwszej godzinie. Później zamiast realnie było coraz bardziej śmiesznie (i to nie ze względu na komizm scen), a końcówka filmu to już bardziej podpada pod fantasy, a nie realizm.
Zdjęcia, muzyka na solidnym, dobrym poziomie choć bez rewelacji.
Reasumując - miało być Apocalypto, a wyszedł apokaliptyczny gniot.
5/10
P.S. Ten główny bohater... w większości ujęć był łudząco podobny do Ronaldinho - tylko bez tej koniowatości w uśmiechu

O zmianę kultury etycznej fizyki

O zmianę kultury etycznej fizyki

Z bardzo pozanaukowych przyczyn, zwykłymi metodami propagandowymi, uczyniono Einsteina bożkiem wszechczasów. Uwierzyłeś w to także i Ty, który z taką łatwością na forach kąśliwymi słowy bronisz Einsteina i innych minionych bohaterów w tej dziedzinie przed tymi, którzy usiłują poprawić jedynie słuszne teorie. Nie zdajesz sobie przy tym sprawy, że to Twój stłumiony intelekt szuka wielkości, jak zdaje się Ci, że broniąc geniuszów zostanie Ci to policzone. Ustalenia nie tylko Einsteina są i muszą być poprawione i rzecz w tym, abyś także Ty w to uwierzył.
Skoro religia była przyczyną tylko wstecznictwa, to jak wytłumaczyć to, że tak bardzo ciekawi nas Wszechświat: jego początek i jego sens ostateczny? Po co nam ludziom dociekanie tego, co jest oddalone o miliardy lat świetlnych, po co nam hipotezy, o których wiemy, że czas na ich potwierdzenie jest dłuższy od trwania galaktyk?! Na ile takie stawianie zagadnień czyni nas mądrzejszymi i lepszymi od tych, którzy uczonych niegdyś zabijali?!
Fizyka i religia: warto zdać sobie sprawę, że ta relacja istnieje.
Nim wypowiesz publicznie zarzuty przeciwko religii, teologii i filozofii, zwróć uwagę na to, że Einstein był człowiekiem wybitnie religijnym, a słowo „Stwórca” wypowiedział więcej razy w swoich publikacjach niż Ty masz lat. Albert Einstein był większym filozofem niż fizykiem. Warto zatem znać szczegóły życia Einsteina o tyle więcej, o ile przez ich wiedzę nabywa się ostrożności w wypowiedziach o fizyce i sprawach ostatecznych.
W uprawianiu fizyki nie wolno zapominać, że wiedza zjawisk fizycznych jest ogromnie ważna technologicznie, ale jeszcze bardziej kulturotwórczo(!). Interpretując zjawiska mikro- i makrokosmiczne, dokonujemy tworzenia światopoglądu, a więc budujemy teorię postępowania codziennego. Skoro więc usiłujemy dowodzić, iż gruntowna wiedza fizyki wymaga wybitnych uzdolnień (szczególnie matematycznych), zechciejmy mieć świadomość przy okazji, że świat ludzki składa się z miliardów ludzi przeciętnych, a więc tych, którzy mogą tylko fizykom uwierzyć. Uwierzyć znaczy dać wiarę, a wiara jest istotą religii(!). Czy zatem dostrzegasz, że będąc fizykiem jesteś także interpretatorem podobnie jak duchowni? Czy zdajesz sobie sprawę, że jesteś także wychowawcą?
Uprawianie fizyki warte jest i tej świadomości, iż dziesiątki milionów ludzi (o ile nie więcej) szuka dziś odpowiedzi i na oto takie pytanie: Jak to mogło się stać, iż najwybitniejsi fizycy dysponując wiedzą nieprzekładalną na języki polityków i finansjery podjęli zamysł skonstruowania bomby ludobójczej, zrealizowali go i oddali w ręce tych, którzy fizyki nie rozumieli. Czyż chodziło tylko o to, aby śmiercionośnymi właściwościami uranu zaświadczyć merytoryczność badań naukowych. Jak wytłumaczyć narodom ziemi, że także dzisiaj umysły wielkie, tę samą nieprzekładalną wiedzę fizyki, za pieniądze i pozycję sprzedają, oddając kolejnym państwom bomby atomowe?
Po owocach czynów Twoich Cię poznają. Postępuj tak, aby nikt przez Ciebie nie płakał. Obie sentencje odkrywa umysł ludzki zawsze, kiedy szuka sensu godziwego postępowania, a nie tylko przy okazji lektury Świętych Ksiąg.
Wielce się pomylisz, Przyjacielu, jeśli zda Ci się, że czytasz słowa osoby religijnie zawładniętej. Po prostu o tyle więcej zbadałem dzieje religii i nauki, o ile tu i teraz mogę powiedzieć, iż nie chciałbym, aby wróciły czasy, w których palono uczonych i aby nie przyszły czasy, w których rzezi ludzkości dokonają adoratorzy brutalnej ścisłości. Skoro tylko niewielu może rozumieć teorię względności i mechanikę kwantową, to co za różnica ufać religijnemu demagogowi czy Tobie? Co uczyniłeś, aby Twoja prawda była opłacalniejsza i godniejsza?!
Załóżmy, że jestem laikiem w Twojej dziedzinie, ale że chcę ufać, iż w fizyce i matematyce można doznawać boskich uniesień i obcować z pięknem prawdy. Co uczyniłeś Ty, aby świat, w którym filozofię i teologię usiłujesz zastąpić zasadami racjonalnego myślenia, aby Twój świat zachęcał pomyślnością i godnością wszystkich?
Zżera mnie więc, Zacny Przyjacielu, jak to mogło się stać, że ludzie najwyższej wiedzy o przyrodzie, wiedzy niedostępnej nikomu poza nimi, tej użyli do skonstruowania broni masowej zagłady, aby wręczyć ją ludziom nie znającym fizyki, ale mającym władzę. Uważam, że w tej sprawie w trybie pilnym należałoby zwołać polskie i międzynarodowe konferencje z udziałem etyków, filozofów, ale i polityków, jak bez zbadania okoliczności stworzenia broni masowej zagłady, to nie fizycy, ale politycy stracą panowanie nad światowym pokojem, nie wiedząc o tym, że twórcy bomb nuklearnych, wszyscy bez wyjątku, mieli pełną możliwość nie dopuścić do powstania tych potwornych narzędzi. Jak ludzie genialni mogli nie przewidzieć epoki strachu nuklearnego i wysokiego prawdopodobieństwa nad tym strachem niezapanowania. Dlaczego społeczność fizyków nie ma zdolności stanowić etycznej kontroli nad wyborami twórczymi? Dlaczego w tej dziedzinie nie obowiązuje zakaz czerpania radości twórczej z projektowania narzędzi śmierci? Co przekazują wykładowcy swoim uczniom w tej dziedzinie, a o czym zapominają, skoro także dzisiaj nad bombami pracują fizycy w Iranie, a wielu czeka na kolejne zamówienia? Ilu wśród współczesnych specjalistów, pracujących na rzecz powstania kolejnych armii nuklearnych, pobierało nauki w uczelniach o najwyższym poziomie w naszym kręgu kulturowym.
Jest 21 stycznia 2008 roku: na dworze temperatura +12 stopni Celsjusza. Rośliny oszołomione zaczynają wegetację. Ilu z fizyków ma świadomość, że plony ozime są tylko możliwe dlatego, że dzięki mrozom zboża i pozostała flora naszego klimatu otrzymuje infortyczno-biologiczny sygnał, dzięki któremu później plonują? Czy zdajesz sobie, Przyjacielu, sprawę, że jedna zima bez ujemnej temperatury to zanik plonowania i klęska nie dająca się wyobrazić? Stan wyniszczenia przyrody jest daleko bardziej zaawansowany niż ludzie zdają sobie z tego sprawę. Są jeszcze i daleko większe zagrożenia, których symptomami są obecnie nienaturalne huragany i upały. Rozumienie tego jest w ścisłym związku ze zmianą wiedzy o istotowości fizycznej Układu Słonecznego, w co nie ma wglądu przyrodoznawstwo bazujące na symetrycznych sposobach uzasadniania zjawisk przyrody.
Niniejszy post opracowałem jako dopełnienie treści postu „O powrót przewodnictwa filozofii w nauce”. Pragnę zachęcić fizyków, filozofów, eseistów, publicystów o wsparcie tej szczególnej dyskusji, jak chodzi o pomyślność i nadanie XXI wiekowi miary ludzkich oczekiwań i ujścia zagrożeniom. Proponuję szukać mnie pod hasłami „Wielka unifikacja”, „cybernetyka Wszechświata” w dostępnych Wam wyszukiwarkach..
Stanisław (sheller.pl)

1

Polacy i Patrioci, jamnik Wańkowicza też wabił się "dupek", więc ten kundelek Colcik może się poczuć nobilitowany.
A dziś tylko jedna wizyta bo św. Andrzejek mnie wzywa.
U Mireczka edukacyjne zatroskanie:

Za podróże Tuska zapłacą maturzyści

Premier Tusk zwiedza świat za państwowe pieniądze i wtedy nie ma czasu zajmować się sprawami Polaków. Zgodnie z ubiegłoroczną korupcyjną zapowiedzią posłanki PO Beaty Sawickiej, rusza prywatyzacja służby zdrowia otwierająca drogę do robienia „dobrych interesów”, matury niemal każdego dnia wykazują kompromitujący paraliż służb ministra edukacji. A premiera nie ma, rada ministrów nie interweniuje. To nowe zjawisko, nie do pomyślenia w poprzedniej kadencji parlamentu.
(...)
A w idą Polsce egzaminy. Na gimnazjalnym okazało się, że w wielu szkołach nauczyciele nie omówili z uczniami lektur obowiązkowych: „Kamieni na szaniec” i „Syzyfowych prac”. W MEN postanowiono, że w szkołach, gdzie nie czyta się lektur wyda się uczniom …specjalne zaświadczenia i będzie się „pilotować” ich przyjęcia do liceów (sic!).
Na maturze z języka polskiego autorzy testu nie rozstrzygnęli, czy Izabela Łęcka śniła czy majaczyła o Wokulskim? Czy mówiąc: „Ależ to straszny człowiek, papo!” – panna Izabela wspominała senne koszmary, czy rozważała osobiste uprzedzenie klasowe, że Wokulski to odrażające monstrum, o wielkich czerwonych dłoniach, które ją i całą rodzinę Łęckich osacza i podporządkowuje sobie?
Nikt nie pomyślał też, jak porównać „Odę do młodości", Adama Mickiewicza i „Koniec wieku XIX”, Kazimierza Przerwy-Tetmajera, kiedy w spisie lektur obowiązkowych mowa jest o wyborze wierszy Przerwy-Tetmajera i większość nauczycieli omawiała nie ten, a inne utwory poety.
A matura z matematyki? Na początek, błąd w zadaniu nr 1 na poziomie rozszerzonym. Uczniowie nie dostali istotnej dla rozwiązania zadania informacji (o stopniu wielomianu) i musieli się tego domyślać (sic!). Urzędnicy MEN twierdzą, że do zadania można było podejść w sposób „rutynowy lub bardzo nierutynowy”. Słyszał ktoś kiedyś coś podobnego?
(...)
Kiedy „eksperci” z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej fatalnie przygotowali egzamin maturalny z biologii w 2006 roku, Minister Edukacji Narodowej przystał na propozycję dyrektora CKE, Marka Legutki – wprowadzenia tzw. „amnestii maturalnej”. Błędy w arkuszach egzaminacyjnych były fatalne, ale z „ratunkowej” propozycji mógł skorzystać, kto chciał. Podniosła się wrzawa, bo miesiąc po objęciu urzędu wzięliśmy odpowiedzialność za niechlujstwo naszych poprzedników. Dzisiaj nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za bałagan i skandaliczną niekompetencję w oświacie. W tym stanie rzeczy Ministerstwo Edukacji Narodowej zdaje się być bytem zbyteczny. Gdyby go nie było przynajmniej nie miałby kto wprowadzać zamętu.
W tegorocznych maturach zawiódł, jak zawsze dyrektor CKE Marek Legutko, zawiodła minister edukacji Katarzyna Hall i zawiódł premier-turysta Donald Tusk. Tylko kasztany zakwitły, jak co roku.

-
dobrze, że choć kasztany nie zawiodły.... A my jak na ...
... "Tytaniku". Statek tonie, a orkiestra gra... przez najbliższe pięć minut ku radości i przy poparciu gawiedzi...
~a 2008-05-15 19:36
-
Tusk jest przy sterach, a dziury w dnie robi hallowa. ...
... Ekipa na medal... z kartofla. Pozdrawiam ir
~ir 2008-05-15 19:38
-
Panie Mirku, podziwiam pańskie szczere zatroskanie ...
... edukacją, i to pomimo doznanych krzywd od uczniów i nauczycieli, których pragnęliście z ministrem postawić na piedestał i obdarować słuszną kasą. Naród powinien jednak ... ofiarować panu ten senatorski fotel.
~Michaś 2008-05-15 22:06
-
Spacerowałem dziś nad jeziorem i spotkałem grupę ...
... nauczycieli w wieku przedemerytalnym z grupą maturzystów. Na me pytanie, o cel poszukiwań, odpowiedzieli, że nurkują w poszukiwaniu wora, w którym wrzucili ministra ... Giertycha do jeziora.
~Michaś 2008-05-15 22:08
-
------
-
Tam w Ameryce Południowej łatwiej o "trawkę" i "kokę" - ...
... Donalda ciągnie do przyzwyczajeń :)) Ot, co!
~znam ja ich 2008-05-15 21:46
-
------
-
Szanowny Panie ! Mam jedno pytanie: kto płaci za podróże ...
... prezydenta ?
~jerzy 2008-05-15 21:05
-
Panie Jerzy, sądzę, ze gospodarze, to w końcu kupiecki ...
... naród :)), mam nadzieję że pan prezydent nie dopłaca do tych wypraw nad Morze Martwe
~m 2008-05-15 21:44
-
------
-
Panie Mirku- premier do Peru , prezydent do Izraela, tylko ...
... minister Hall na "swoim miejscu", jak dobrze, że o tym nie wiedział Been Laden i spółka bo dopiero by było !!! W rozmowach ze znajomymi nauczycielami ... słyszałam, że zaczynają doceniać Romana Giertycha i okres jego urzędowania (mimo, że wcześniej nie byli jego zwolennikami) i to jest pozytywne.
Znajomi pytają gdzie mogą sie podpisać pod apelem w sprawie m.Hall
Pozdrawiam Pana
~Zuza 2008-05-16 00:37
-
Pozdrawiam, Pani Zuzo! Słysze podobne głosy z różnych ...
... stron. Z Premierem Giertychem wiedzieliśmy co chcemy zrobić w oświacie i - jak to zrobić. Teraz panuje chaos. Prosze sobie wyobrazić, co by się dział, gdyby takie ... wpadki były za naszej kadencji? :)) Ale kij sięgnie i panią Hall. Proszę przekazać Przyjaciołom adres: http://www.odwolachallowa.pl/ Pozdrawiam serdecznie m
~m 2008-05-16 07:15
-
------
-
Panie Ministrze, Osobiście nie żałuję maturzystów, bo ...
... potencjalnie większość z nich głosowała na PO (partia cooooool!) i sami są sobie winni. Niech mają żal do Tuska i teraz wysyłają SMSy do ... Machu Pikchu (przed ... wyborami świetnie im to wyszło).
Dla uspokojenia biednych maturzystów przypominam, że według koncepcji liberałów (KLD-pamięta ktoś tych aferałów?) Polacy mają być raczej pracownikami najemnymi, a do tego często matura nie jest potrzebna (sprzątanie kibli na Zachodzie, domów, opieka nad staruszkami).
A na przyszły rok na maturę z polskiego proponuję omówienie znanej sentencji J. Kochanowskiego: "Polak przed szkodą i po szkodzie głupi."
Pozdrawiam
~krytyk_2008 2008-05-16 11:39
-

Divide et impera

Tytułowa sentencja łacińska dziel i rządź oznacza - siej niezgodę, byś mógł (łatwiej) rządzić. Ten sposób sprawowania władzy wylansowany w cesarstwie rzymskim jest stosowany również tu i teraz przez nasze „elity polityczne”. „Efekty” społeczne jakie może sprawić manipulacja nastrojami obywateli dobrze oddaje opis momentów z kampanii prezydenckiej z 1990 roku opublikowany przez dziennik „Życie”:

„...Klimat agresji był wszechobecny; o to, kto ma być prezydentem, kłócono się wszędzie: w pracy, na ulicy, przy kieliszku. O burdach o podłożu politycznym prasa regionalna donosiła prawie codziennie, na wiece i spotkania przychodziło mnóstwo polemistów i zwykłych krzykaczy. Kilkakrotnie solidnie ktoś oberwał na wiecach Wałęsy. Kiedy "Solidarność Walcząca" zaatakowała zwolenników przywódcy wielkiej "Solidarności", jedni świadkowie opowiadali, że starzy działacze od Lecha bili niewinnych ludzi metalowymi prętami. W Płocku na kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi, 25 października 1990 roku pewien mężczyzna zadźgał nożem swojego zięcia. Poszło o to, kto jest lepszy - teść był za Wałęsą, zięć za Mazowieckim...”.

Wydawało się, że takie emocjonalne nastroje to uboczny efekt rewolucji, cecha normalna raczkującej demokracji. Niestety nasza demokracja jest już dorosła a nasze decyzje polityczne są ciągle wynikiem podziałów i emocji. Osobiście jestem odporny na manipulacje władzy. Z powodzeniem stosuję filozofię Greka Zorby polegającą na podziale ludzi wyłącznie na DOBRYCH i ZŁYCH i dystansuję się od tych drugich. Niestety nie doceniłem siły i skuteczności oddziaływania polityków na poczciwych obywateli. Udało im się poróżnić mnie z kilkoma bliskimi mi osobami m. in. ze Zbyszkiem i Edziem.

Zbyszka P. poznałem w liceum. Zainteresował mnie i kilkoro innych kolegów w małomiasteczkowym LO matematyką i kosmosem. Mnie młodego chłopaka którego wiedza matematyczna była na poziomie tabliczki mnożenia zainteresował różniczkami i całkami. Podzielił się ze mną swoim zafascynowaniem królową nauk ścisłych tak skutecznie, że matematyka stała się moim ulubionym przedmiotem. Razem wystartowaliśmy w olimpiadzie matematycznej i doszliśmy do jej finału.

W roku lotu Gagarina w kosmos w nowootwartym powiatowym Domu Kultury Zbyszek P. zorganizował koło zainteresowań pt. „Centrum Badań Kosmicznych” . O tym jak skuteczne była to inicjatywa może świadczyć, że jeden z nas Zbyszek K. tak to młodzieńcze zainteresowanie kosmosem poważnie potraktował, że gdy dorósł to zainicjował powstanie dorosłego Centrum Badań Kosmicznych przy Polskiej Akademii Nauk i przez ponad 30 lat był jej szefem.

Przez dziesięciolecia nie spotykaliśmy się. Profesor Zbigniew P. kształcił(-i) młodzież w stolicy - ja byłem inżynierem na prowincji. Niedawno odnowiliśmy kontakty. Radość była wielka. Niestety Zbyszek P. jest zdecydowanym zwolennikiem PiS-u i braci Kaczyńskich a ja nie. W trakcie naszych rozmów przekonuje mnie do swoich ulubieńców i negatywnie ocenia moje poglądy. Politykom udało się wbić kolec pomiędzy nas.

Edzia L. poznałem na studiach. Zawsze uśmiechnięty. Pochodzi z tego samego zaboru co ja. Gdy kilkadziesiąt lat temu zamieszkałem we Wrocławiu i spotkałem Edzia ucieszyłem się wielce. Od tego czasu kilkanaście razy do roku spotykamy w grupie zaprzyjaźnionych znajomych z okazji imienin. Do niedawna zawsze byliśmy solidarni i w kwestiach politycznych nigdy nie było między nami poważnej różnicy zdań. Ostatnio nastąpiła zmiana. Edziu i jego żona Krysia to wielcy fani braci Kaczyńskich. Jesienią ubiegłego roku na ostatnich jego imieninach rozmowa zeszła nieopatrznie na tematy polityczne. Moje dosadne określenie niewielkiego wzrostu wodza PiS-u tak ich zirytowało, że nasza dalsza przyjaźń stanęła pod znakiem zapytania.

Szwajcaria - manipulacja nastrojami ograniczona do minimum.

Szczęściarze Helweci uporali się skutecznie z problemem marketingu politycznego i dzieleniem nas na MY (dobrzy) i oni (bee!). Po prostu wzięli władzę w swoje ręce i divide et impera w tym przypadku jest bez sensu. Nie ma problemu: Kto ma nami rządzić?. Jest problem zatrudnienia fachowców od rządzenia i sprawowania nad nimi realnej i bieżącej kontroli. Służba państwowa oraz samorządowe nie mogą podejmować żadnej ważnej czy kontrowersyjnej decyzji bez akceptacji ogółu obywateli. Ich profity są pod stałą kontrolą suwerena i dlatego Szwajcarzy mają autentycznie tanie państwo pomimo, że mają na okrągło referenda: gminne, kantonalne i federalne.

Media specjalnie się nie interesują politykami i większość poczciwych obywateli nie wie kto aktualnie jest premierem czy prezydentem. Na okrągło trwa publiczna i niepubliczna debata o zaletach i wadach decyzji na TAK i decyzji na NIE. Obywatele dzielą się przy każdym pytaniu referendalnym na trzy części. Jedni odpowiadają na TAK, drudzy na NIE a pozostali wybierają opcję: Jest mi obojętne, ta sprawa mnie nie interesuje, nie zabieram głosu w tej sprawie. Decyzja wyboru opcji jest prawdziwie wolna i niezależna od sympatii politycznych, stosunku do Boga czy biografii głosującego. 70 procent Szwajcarów jest dumna ze swojej SAMORZĄDNOŚCI.

***********

Czy nasze elity polityczne i medialne MUSZĄ 24 godziny na dobę podgrzewać nasze emocje? Skoro chcą naszego dobra to dlaczego dają nam zły przykład i permanentnie żrą się bądź kupczą między sobą? W Szwajcarii nikt nie dzieli obywateli na „swoich – solidarnych” i „tych którzy stoją na tym miejscu gdzie kiedyś stało ZOMO”? Weźmy z nich przykład.

P.S.
Organizujemy się w celu propagowania modelu Helwetów. Rozumiemy, że odgórnie nie można narzucić ich organizacji na poziomie ogólnokrajowym. Na początek chcemy wymusić wprowadzenie pełnej demokracji na poziomie gmin. Jeśli akceptujesz naszą ideę zgłoś się do nas: referendum@onet.eu

Jędrzejów kiedyś a dziś

Tajemniczy świat zegarów
"Bieg czasu jest śmiercią czasu, przeto śmierć czasu jest czasem" (Cursus temporis est mors temporis ergo mors temporis est tempus). To jedna z ulubionych sentencji państwa Feliksa i Zofii Przypkowskich umieszczona nad drzwiami salonu w ich słynnym domu w Jędrzejowie, w którym obecnie mieści się Państwowe Muzeum im. Przypkowskich. Człowiek próbował przez wieki rozwikłać tajemnicę czasu, pochwycić go, zmierzyć, a nawet zatrzymać skutki jego działania, marząc o wiecznej młodości - na próżno! Chociaż dużo o czasie powiedziano, nadal pozostaje zagadką, a w dobie istnienia zegarów atomowych w pewnym zakresie wciąż nie pozwala się zmierzyć. Fascynującym śladem przygody człowieka z czasem są zegary. W jędrzejowskim muzeum zgromadzono ich około 600. Wiele zadziwia swą pomysłowością i kunsztem wykonania.

"Życie jest punktem w czasie" (vita est temporis punctum) - głosi kolejna ulubiona sentencja Przypkowskich. W przypadku tej rodziny to niezwykłe i pasjonujące życie. Wnętrze ich domu, stanowiące jedną z części wystawowych muzeum przetrwało w stanie niezmienionym od początku XX wieku. Można odnieść wrażenie, że pan Feliks Przypkowski - lekarz powiatowy, właśnie wyszedł do pacjenta albo na tarasie wykonuje pomiary meteorologiczne lub jest w wybudowanym przez siebie na dachu domu obserwatorium astronomicznym. Możliwości jest znacznie więcej! Oprócz zainteresowań astronomicznych i meteorologicznych wielkim zamiłowaniem pana Feliksa była również gnomonika (nauka o budowie zegarów słonecznych). Posiadał bogaty księgozbiór z tej dziedziny, który studiował i sam skonstruował około 50 modeli zegarów słonecznych oraz zgromadził pokaźną ich kolekcję, głównie za pośrednictwem zagranicznych antykwariatów, np. w Monachium i Augsburgu. Był również numizmatykiem, mineralogiem, bibliofilem, zbierał ekslibrisy, a nawet owady, wykonywał wspaniałe zdjęcia, które zachowały się do dzisiaj razem ze sprzętem fotograficznym. W obszernej bibliotece starodruków Przypkowskich znajdują się takie perełki jak m.in. bazylejskie wydanie dzieła Mikołaja Kopernika "De revolutionibus orbium coelestium" z 1566 r., czy słynna historia świata Hartmana Schedla "Liber chronicarum". W ślady ojca poszedł syn Tadeusz Przypkowski, historyk sztuki i nauki, człowiek o szerokich zainteresowaniach artystycznych. Podobnie jak ojciec był bibliofilem, znawcą ekslibrisów linorytowych, fotografikiem prezentującym swoje zdjęcia na międzynarodowych wystawach, interesował się grafiką, heraldyką... W ciemnych latach okupacji niemieckiej wykonał drzewo genealogiczne rodu Radwanitów i Przypkowskich, z którego wynika, że historia rodziny sięga XIII w., kiedy to Radwanici posiadali w swoich dobrach wsie Przypki i Przypkowice, od których pochodzi późniejsze nazwisko Przypkowski. Wśród sławnych przodków warto wymienić Samuela Przypkowskiego (1592-1670), arianina, filozofa i poetę, oraz Jana Józefa Przypkowskiego (1707-1758), profesora astronomii i matematyki na Uniwersytecie Krakowskim, m.in. projektanta zegara słonecznego na kościele Mariackim w Krakowie (1740 r.). Jak widać, zainteresowania gnomoniką można więc uznać za tradycję rodzinną. Doskonałym znawcą zegarów słonecznych i - co ciekawe - ich słynnym wykonawcą był również Tadeusz Przypkowski. Wykonał m.in. zegary słoneczne na Zamku Królewskim w Warszawie, na ratuszu w Sandomierzu, na kościele Mariackim w Krakowie oraz siedem zegarów na budynku obserwatorium astronomicznego w Greenwich na południku zerowym. Na terenie Jędrzejowa pan Tadeusz wykonał zegary na rynku i na kościele Świętej Trójcy. Bardzo interesował się również gastronomią, a nawet publikował swoje przepisy i zbierał książki kucharskie z całego świata. W Jędrzejowie podawano przez jakiś czas zupę cebulową pana Tadeusza Przypkowskiego.
"Liczę tylko pogodne godziny" (Horas non numero nisi serenas) - tak podchodzili do życia Przypkowscy. Zgromadzona przez nich kolekcja zegarów obejmuje głównie zegary słoneczne, ale też cenne zegary mechaniczne, klepsydry, zegary ogniowe. Oczkiem w głowie obu panów Przypkowskich były jednak zegary słoneczne. Muzeum zawiera wszystkie ich typy używane od XV w. do czasów współczesnych oraz różnorodne przybory astronomiczne. Działanie zegara słonecznego jest proste - bierze się pod uwagę roczny ruch Ziemi dookoła słońca oraz dobowy wokół własnej osi i na tej podstawie można obliczyć, w którym miejscu na tarczy zegara padnie cień wskazówki (gnomonu) w określonym dniu o określonej godzinie. W miarę rozwoju nauki uczeni dowiedli, że pomiar czasu dokonywany za pomocą zegara słonecznego uzależniony jest od szerokości geograficznej. Dlatego gnomon w określonym zegarze słonecznym musi mieć kąt równy kątowi szerokości geograficznej miejscowości, w której ma służyć do pomiaru czasu.
Zgromadzona przez Feliksa i Tadeusza Przypkowskich kolekcja zegarów słonecznych jest trzecią pod względem ilościowym na świecie po zbiorach muzeów w Chicago i Oxfordzie i jedyna tego rodzaju w Polsce. W 1962 r. dom i zbiory rodziny Przypkowskich zostały przekazane Państwowemu Muzeum im. Przypkowskich, którego obecnym dyrektorem jest syn pana Tadeusza - Piotr Maciej Przypkowski.
Obaj panowie, Feliks i Tadeusz Przypkowscy, przypominają ludzi renesansu o wszechstronnych zainteresowaniach. Niewątpliwie rozsławili na cały świat miasto Jędrzejów, być może dlatego, że główna maksyma całej rodziny od kilku wieków brzmiała: "Nie mieć, lecz być" (Non habere, sed esse).
Justyna Wiszniewska