Czytasz posty znalezione dla hasła: Sennik psychoanalityczny

Najgorsze horrorowe szmiry,jakie widziały wasze oczy

EVIL DEAD EVIL DEAD EVIL DEAD
słyszysz BUb? EEVVIILL DDEEAADD

Uzasadnienie : smieszy , nie straszy , aktorstwo suisoidalnie głupie ( jest coś absurdalnie takiego ? ) , te odwoływanie sie do Freudowskiego sennika psychoanalitycznego i ogólnie do psychoanalizy jest tutaj żenujące , niepotrzebne hektolitry krwi ( czyzby twórcy filmu chcieli udowodnic że człowiek po skaleczeniu zaczyna krwawic ? ) , filmy Tromy w porównaniu z Evil Dead to szczyt finezji.

Po prostu KURIOZUM stulecia ( cytując mój ulubiony miesięcznik FILM )

 » 

Na kozetce u Freuda

Gorgel-2 : Zadanie na dziś: nauczyć się pisania przez sen.


Trza było, doktorze, zadać nam to wczoraj. Dziś rano wstałam przepełniona radością, że będzie mi dane zalegnięcie na kozetce i rozbiór na czynniki pierwotne, bowiem śniło mi się cuś inszego niż te kicze. Ale zanim się doczłapałam do łazienki, zapomniałam byłam... Szkooooda.
Tak Ci się spieszy na kozetkę? ;-)
No dobrze, to naucz się czym prędzej pisania przez sen, bo mi psychoanalityczna broda wyrośnie, kot mi się w niej zgubi i będę musiał prosić gajowego o pomoc w poszukiwaniach.

Jasnowidzenie i aury itp.

Snów nie interpretuje się w oderwaniu od konkretnej osoby i kontekstu sytuacyjnego. Dlugi korytarz zazwyczaj śni się dzieciom mieszkającym w blokach z wielkiej płyty...tam są dokładnie takie Wg psychoanalitycznego podejścia może to byc sen o narodzicnach - wychodzeniu przez drogi płodowe albo...

I pewnie zazwyczaj nigdy nie można przewidzieć, że osoba w podeszłym wieku i chora umrze? Znam ja takie "prorocze babki"... zazwyczaj kończy się to tekstem "a nie mówiłem". Ciekawiej byłoby gdyby potrafiła przewidzieć termin znanych osób... to byłoby o czym gadać.

Chyba, że to są przepowiednie "jeździ tym motocyklem jak wariat, śniło mi się, że się zabije "

ślub :)

Chrześcijaninie, pisząc "Musisz się na nowo narodzić piłem tak naprawde nie do Ciebie ale do naszego kochanego SMoka, bo on uzywa tego argumentu w stosunku do mnie już od dłuższego czasu. Myśle więc, że Twój wykład o tym stwierdzeniu może być skierowany do Niego

Właśnie dołączyłem do swojego słownika nowy zwrot: "musisz się na nowo narodzić" oznacza: "mam cię gdzieś, nie jesteś dla mnie partnerem do rozmowy"

Wiesz, hubertok, tobie jako katolikowi też jeszcze niejednokrotnie powiedzą, żebyś się narodził na nowo.



Jak wyżej smoku, jak wyżej
"Musisz się na nowo narodzić" nie jest argumentem, tylko stwierdzeniem faktu. Zdaję sobie sprawę, że wywody psychoanalityczne Chrześcijanina, który przejrzał intencje wszystkich i zrobił sobie nawet słownik (ciekawe, kiedy będzie sennik?) pasują Ci hubertoku jak ulał. Mnie to osobiście nie dziwi.

Moim skromnym zdaniem jego wykład o nowym narodzeniu jest niczym innym jak projekcją własnych kompleksów męczennika, który wszystkim dokopuje, ale za to w imię prawdy, więc pozbawiają go godności chrześcijanina, no to on im jeszcze bardziej dokopuje.

Nikodem musiał się na nowo narodzić i to był fakt. Mówiąc mu o tym, Pan Jezus z pewnością nie miał na myśli tego, o co posądziłby Go zapewne Chrześcijanin. Ale to już problem Chrześcijanina.

Ty też musisz się na nowo narodzić. Po prostu. Lepiej przejść do światłości niż ściemniać udając kogoś innego. Ale kryptoateizm już przerobiliśmy. Krótko mówiąc, spudłowałeś. Bez odbioru w tej kwestii, bo na przekomarzanie szkoda czasu i klawiatury.

Tyle ad vocem. Wracajmy do ślubów i wesel.

 » 

Tożsamość snu




Potnę - wygodniej czytać i nie trzeba ciagle zagladać do tekstu, który
gdzies w górze...

TOŻSAMOŚĆ SNU


Dobry tytuł. Chcę czy nie, kojarzy się z powieścią sensacyjną. Tak czy
inaczej podoba mi się szukanie tożsamości przez sen :) To jest
doskonały pomysł na wiersz. Nie na ten (dla mnie to zupełnie inny
wiersz), ale doskonały.

uciekam od lat wzdłuż mulistej rzeki
mijam stare buki cieniące jej leniwość
gładkie łachy piachu wylane na brzegi
korzeń o który zawsze się potykam


Dobrze i niemal płynnie się czyta. Znacznie płynniej odkąd
przeczytałem sugerowane jej leniwośc/wysokość. Dodatkowe sylaby mogą
rozciagać zgapienie aż po pokłon - potknięcie.

tupot małych nóżek cierpliwie kluczy moim śladem


Tu rozpoczynaja się pewne niejasności sprawiające moje pierwsze
czytanie było zupełnie od sasa. Nie tylko zresztą ja dałem się nabrać.
Niejasnosć wynika z domyślmnego usytuowania wieku peelki w okolicy
dorosłości. A ona we śnie jest dzieckiem (nie matką/ nie dzieckiem
szukanym przez matkę) uciekającym przed innymi dziećmi. Jeżeli miałbym
ciąć, wyciąłbym 'cierpliwie'.

przysapywania spuszczonych odpoczynkiem główek


Nieprawda 'fabularna', oczywista dla snu, nieoczywiście się tłumacząca
w TYM śnie. Peelka raczej nie widzi nie słyszy, choć jednocześnie
'śniąca' może widzieć i słyszeć. Dodatkowo podczas czytania tworzy sie
przerzutnia logiczna i mamy 'kluczą za mną przysapywania spuszczonych
odpoczynkiem główek'. 'Fabuła' kłóci się z oszczędnościa słów i
środków wyrazu, więc jeżeli, to nie bójmy się opowiadania. Dookreśla i
wzmacnia logike wypowiedzi. Logika snu naznaczona jednocześnie
oszczędnością wymaga chyba znacznie więcej pracy. A, i jeszcze może
(jeżeli o słowa chodzi) przysapywanie posapywanie, ale chyba nie główek?

i dalej, dalej, dalej!
przykucam pod liściem paproci
wcieram pot w wiskozowe spodenki
przerośnięte łatami


Sny nadają bardzo często znaczenie nieistotnym szczegółom, które
przynależą raczej do wspomnienia niz do samego snu. Wiskozowe spodenki
przypominają mi klimatem niegdysiejszy namiot Asa (moze poza
zawartością ;)

by po chwili wyrwać kolejnym krużgankiem gaju


Nie będę się kłócił. Krużganek mi się co prawda bardziej łączy z
aleją, przecinką, wnętrzem lub zewnętrzem. Przyjmuje perspektywę
zewnętrznego obserwatora: 'śniącej', wtedy krużganek łatwiej
zaakceptować. Nawet parterowo. Toć w końcu arkady i ostrołuki są jak
najbardziej deformujące sennie rzeczywistość.

a wszystkie gałązki przewidywalnie tłuką policzki
i choć znam ich taniec nie potrafię się uchylić


A później jeszcze 'powtarzalnośc sekwencji'. Nie wiem czy nie zbyt
wiele. Wyrzuciłbym 'przewidywalnie'. Jeden przymiotnik mniej, a jakosć
pozostaje.

świst kamieni stłumionym pokrzykiem


Krzyk kamienia jest chyba z innej bajki? Czy ten kamień musi krzyczeć?
Może musi. Może trzeba przenieśc ten krzyk dzieciaków na przedmiot martwy.

dopada zmurszałe pnie
mija o włos


Moja nachalna maniera przerzutni nie wyraża zgody. A ja cóż, niech
będzie szybko i na skróty.

biorę zakręt z tym samym kątem determinacji
emancypacja małego uciekiniera


Solą w oku i determinacja i emancypacja; ta druga znacznie bardziej
piecze.

drżące nóżki sześciolatka
posiekane powtarzalnością sekwencji


Nie chwytam. Dalibóg nie chwytam. To anaczy rozumiem posiekanie, bo
nadal biegam na przełaj przez maliniaki, nie rozumiem posiekania
powtarzalnością sekwencji.

zapomniane przyczynki strachu w leśnych załomach
teraz powojenne okopy
zapadnięte ciężarem próchna i mchu
przeczołgać się nimi zaplanowanym szlakiem

z dala sennie świta skraj lasu
nigdy do niego nie dobiegam


Zmęczyłem się. Przyciąga ten wiersz, bo posiada jakiś uchwytny i
'znajomy' klimat, nie jest nachalnie moralizujący i nie jest nachalnie
psychoanalityczny.

w.

Konkurs: dopisywanie fragmentów

Na początku nic nie zwiastowało katastrofy. Lot rejsowy nr DG456 zaczynał się w punkcie A i kończył w punkcie B. Normalna trasa dla wszyskich którzy przemieszczają się z jednego ośrodka nicnieróbstwa w drugi, identyczny punkt słodkiego lenistwa. Wycieczka w góry. Wycieczka nad wodę. Aby się nei zanudzić. Wypocząć. Sączyć kolorowe drinki w kolorowych szklankach z kolorowym lodem podawane przez kolorowe roboty, czy raczej androidy w kolorowych kostiumach.

Spakowałem się do jednej walizki. Nie mam wielu rzeczy. Po co wozić zbyteczne sprzęty, gdy wszystko jest na miejscu. Nie jestem też sentymentalny, więc 3/4 bagażu odpada zaraz na początku. Wybrałem z poradnika kolejny punkt B na mapie mojego życia. Zapadłem się w miękki głeboki fotel i przymknąłem oczy.

Lubię spać w podróży. Mam wtedy miękkie kolorowe sny. Bujam się w nich jak młode dziecko na huśtawce. PRzeskakuje z różowych chmurek na białe i bawię się z pyzatymi amorkami w chowanego. Albo wyleguje się na niebiańskiej kosmatej trawie gdzieś ponad wszystkim, jak na żywym kobiercu. Moje sny podróżne zawsze pojawiają się od razu, jakby ktoś włączył pstryczek w mojej głowie. "Kapitan wita na pokładzie... bla bla bla/; a ja już śpie i śnię te wszystkie kolorowe cukierkowe bzdury. Ale odpoczywam. Jestem wdzięczny za te chwile, kiedy moge spokojnie się wyspac. Mam pewność, że nei obudzę się zlany potem słysząc echo zwojego krzyku milknące wśród czarnej nocy.

Miewam jeszcze czarne sny - tak je nazywam. Zaczęły się jakiś czas po moich osiemnastych urodzinach. To nie były horrory, takie jakie znamy z telewizji czy z książki. W sumie jest to jeden długi sen. Czarny sen. Wypełnia mnie strach, bezdenny, szalony, wielki strach. Nigdy nie pamiętam niczego więcej po przebudzeniu jak poczucia strachu. Zadnych upiorów, trupów, oderwanych członków, maszkar. zadnych postaci mi znanych. Żadnych znanych mi miejsc. Nic. Po prostu czarno i strach.

Lekarze, coraz lepsi specjaliści nie doszukali się przyczyny. Zostałem przeskanowany chyba przez wszystkie skanery medyczne, jakie są dostępne. Rezonans. Tomografia i bóg wie co jeszcze. Mapowanie czegośtam techniką czegośtam. Moja siostra zrobiła na mnie spory kawał doświadczeń - a bo oto przytrafił się królik doświadczalny i to z rodziny. Ciekawy przypadek... Trochę się o to posprzeczaliśmy. 2 lata milczenia. Może więcej niż trochę faktycznie. No ale miałem powody - troche nieswojo czułem się jako "ciekawy przypadek". A do tego wszystkiego nikt nie mógł mi pomóc...

Wiecie jaki to koszmar dla człowieka nie chciec usnąć? Nie spisz jedną noc. Nie śpisz drugą. Chce ci się spać, oczy same się zamykają a ty łykasz pigułki i popijasz płynem energetyzującym - żeby nie usnąć. Ale w końcu usypiasz, zmęczony i budzisz się wycieńczony, zlany potem.

Wypróbowałem tony specyfików. Byłem u kolejnych specjalistów. łykałem małe zielone pastylki. Duże biało-niebieskie pigułki. Przyklejałem sobie plastry to tu to tam. Leżałem na spowiedzi u 4 psychoanalityków. I znów łykałem proszki. I znów zmieniałem leżanki. I znów ktoś mnie skanował. Efekt był mizerny. Wyszło na to, że nikt nic nie wie. Nikt nie wie też dlaczego. Metodą prób i błędów uzalezniłem się od małych różowych pigułek. W sumie nie pomagały. Ale nie szkodziły. Po 2 rano i 2 wieczorem świat wydawał się lekko stłumiony, taki radosny. Nie myślałem o tym, że boję się usnąć.

dopisywanie fragmentów - po za konkursem ;)

Admin, Admin, sio z watku! Albo zostan! Tylko musisz dopisac dalszy kawalek, jak juz tu wlazles Tylko pisz tak, zeby ten twoj kawalek sie tu wpasowal --- dam ci fory... tutaj bedzie tak... ze wskoszysz w moj srodek hyhyhy

Na początku nic nie zwiastowało katastrofy. Lot rejsowy nr DG456 zaczynał się w punkcie A i kończył w punkcie B. Normalna trasa dla wszyskich którzy przemieszczają się z jednego ośrodka nicnieróbstwa w drugi, identyczny punkt słodkiego lenistwa. Wycieczka w góry. Wycieczka nad wodę. Aby się nei zanudzić. Wypocząć. Sączyć kolorowe drinki w kolorowych szklankach z kolorowym lodem podawane przez kolorowe roboty, czy raczej androidy w kolorowych kostiumach.

Spakowałem się do jednej walizki. Nie mam wielu rzeczy. Po co wozić zbyteczne sprzęty, gdy wszystko jest na miejscu. Nie jestem też sentymentalny, więc 3/4 bagażu odpada zaraz na początku. Wybrałem z poradnika kolejny punkt B na mapie mojego życia. Zapadłem się w miękki głeboki fotel i przymknąłem oczy.

Lubię spać w podróży. Mam wtedy miękkie kolorowe sny. Bujam się w nich jak młode dziecko na huśtawce. PRzeskakuje z różowych chmurek na białe i bawię się z pyzatymi amorkami w chowanego. Albo wyleguje się na niebiańskiej kosmatej trawie gdzieś ponad wszystkim, jak na żywym kobiercu. Moje sny podróżne zawsze pojawiają się od razu, jakby ktoś włączył pstryczek w mojej głowie. "Kapitan wita na pokładzie... bla bla bla/; a ja już śpie i śnię te wszystkie kolorowe cukierkowe bzdury. Ale odpoczywam. Jestem wdzięczny za te chwile, kiedy moge spokojnie się wyspac. Mam pewność, że nei obudzę się zlany potem słysząc echo zwojego krzyku milknące wśród czarnej nocy.

Miewam jeszcze czarne sny - tak je nazywam. Zaczęły się jakiś czas po moich osiemnastych urodzinach. To nie były horrory, takie jakie znamy z telewizji czy z książki. W sumie jest to jeden długi sen. Czarny sen. Wypełnia mnie strach, bezdenny, szalony, wielki strach. Nigdy nie pamiętam niczego więcej po przebudzeniu jak poczucia strachu. Zadnych upiorów, trupów, oderwanych członków, maszkar. zadnych postaci mi znanych. Żadnych znanych mi miejsc. Nic. Po prostu czarno i strach.

Lekarze, coraz lepsi specjaliści nie doszukali się przyczyny. Zostałem przeskanowany chyba przez wszystkie skanery medyczne, jakie są dostępne. Rezonans. Tomografia i bóg wie co jeszcze. Mapowanie czegośtam techniką czegośtam. Moja siostra zrobiła na mnie spory kawał doświadczeń - a bo oto przytrafił się królik doświadczalny i to z rodziny. Ciekawy przypadek... Trochę się o to posprzeczaliśmy. 2 lata milczenia. Może więcej niż trochę faktycznie. No ale miałem powody - troche nieswojo czułem się jako "ciekawy przypadek". A do tego wszystkiego nikt nie mógł mi pomóc...

Wiecie jaki to koszmar dla człowieka nie chciec usnąć? Nie spisz jedną noc. Nie śpisz drugą. Chce ci się spać, oczy same się zamykają a ty łykasz pigułki i popijasz płynem energetyzującym - żeby nie usnąć. Ale w końcu usypiasz, zmęczony i budzisz się wycieńczony, zlany potem.

Wypróbowałem tony specyfików. Byłem u kolejnych specjalistów. łykałem małe zielone pastylki. Duże biało-niebieskie pigułki. Przyklejałem sobie plastry to tu to tam. Leżałem na spowiedzi u 4 psychoanalityków. I znów łykałem proszki. I znów zmieniałem leżanki. I znów ktoś mnie skanował. Efekt był mizerny. Wyszło na to, że nikt nic nie wie. Nikt nie wie też dlaczego. Metodą prób i błędów uzalezniłem się od małych różowych pigułek. W sumie nie pomagały. Ale nie szkodziły. Po 2 rano i 2 wieczorem świat wydawał się lekko stłumiony, taki radosny. Nie myślałem o tym, że boję się usnąć.

No panie smierc, dopisywac sie...